26 kwietnia 2016

00. Początek

Czerwiec, rok 1992. Skrzydło szpitalne w Hogwarcie.

─ Okłamałaś mnie.
Jasnowłosy chłopiec o szczurowatej twarzy stał nad jednym z łóżek, w ręku dzierżąc pomięte pudełko czekoladowych żab. Słodki płaz wykorzystał okazję i uciekł pod regał z lekarstwami, a ponad krawędzią tekturowego opakowania zerkał Newt Scamander uwieczniony na karcie. Piąty w kolekcji Draco, co dodatkowo go rozdrażniło i wcale nie było do końca pewne, co tak naprawdę wywoływało u niego tak silną chęć sprawienia komuś przykrości.
─ Nie masz mi nic do powiedzenia, tak? ─ zapytał napastliwie, kiedy nie usłyszał żadnej odpowiedzi. Hermiona nawet nie podniosła wzroku znad "Zimowego Zielnika Czarownicy Agrypiny", ale po jej minie łatwo można było odczytać, że nie skupiała się na tekście. Szukała jedynie pretekstu, aby nie spojrzeć mu w twarz.
─ Myślałam, że to bez znaczenia. Byłeś okropny dla Harry'ego i Rona, ale dla mnie nie, więc uznałam...
─ Że co? Że nie musisz mi mówić, że twoi rodzice to mugole? Czy ty w ogóle wiesz, co by było, gdyby mój ojciec dowiedział się, z kim się zadaję?!
Dopiero teraz dziewczynka uniosła głowę. W jej brązowych oczach czaiło się coś, czego Draco nie umiał określić, ale na pewno nie było to nic dobrego.
─ No, z kim? ─ W jej głosie przebrzmiewał bojowy ton, jakby wciąż była zdolna walczyć, jeśli nie z Voldemortem chcącym ukraść Kamień Filozofów, to z tym niepozornym chłopcem, który najwyraźniej zupełnie się pogubił. ─ Kim dla ciebie jestem, Draco?




Wrzesień, rok 1996. Ekspres Londyn-Hogwart.

Hermiona Granger czuła się trochę dziwnie, siedząc w przedziale bez swoich najlepszych przyjaciół. Harry i Ginny dostali zaproszenie na spotkanie w jakimś Klubie Ślimaka, którego sama nazwa sprawiała, iż Gryfonka niespecjalnie żałowała, iż nie brała udziału w przyjęciu. Ron ─ udający, że wcale nie czuje się pominięty ─ poszedł do Deana i Seamusa, aby podyskutować o jakimś meczu, a Neville wprawdzie zajmował miejsce naprzeciw niej, ale był tak pochłonięty artykułem autorstwa przewodniczącego Magicznego Komitetu Zielarskiego, że nic do niego nie docierało.
Nie zdążyła otworzyć podręcznika do zaklęć dla szóstoklasistów, po który właśnie sięgnęła, kiedy przez szparę pod drzwiami przedziału, z cichym szelestem, ktoś wsunął kopertę. Sięgnęła po nią, a po otwarciu okazało się, że to jedno zdanie ładnie wykaligrafowane na pergaminie.

Już wiem, kim dla mnie jesteś.

16 komentarzy:

  1. Jestem pierwsza i nawet nie wiesz jak brakowało mi Twojej twórczości więc witamy z powrotem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Miałam wątpliwości, czy informacja na Swapped Souls do kogokolwiek dotrze. :D

      Usuń
  2. Hej :) Natrafiłam na twojego bloga i postanowiłam przeczytać twój pierwszy wpis :) Powiem ci, że zaciekawił mnie. Niby prosto i krótko napisany, ale ma w sobie "to coś". Czekam cierpliwie na kolejne rozdziały i mam nadzieję, że rozwiniesz z tego fajne opowiadanie :)
    Pozdrawiam i weny życzę, zakręcona01 ;*
    http://dramione-szczescie-wkoncu-przyjdzie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i również pozdrawiam. :)

      Usuń
  3. Nie zwykłam czytać dramione, bo zazwyczaj są okropne: Draco jest nieprzyzwoicie zupełnie nie sobą, podobnie jak Hermiona, a ja nie lubię naciąganych i zmienianych charakterów u kanonicznych postaci. Ale zaryzykuję, wierzę w Ciebie, bo Prolog brzmi na razie przyjemnie i sensownie. Bardzo podoba mi się krótka wstawka z przeszłości i nawiązujący do niej fragment, a w zasadzie liścik z teraźniejszości.
    Książki czytałam wieki temu, film oglądałam równie dawno, ale wydawało mi się, że Hermiona też była w Klubie Ślimaka. Chyba, że to Twoja zmiana. ;)
    Pozdrawiam cieplutko!

    PS. Co do moich zapasowych rozdziałów - pisałam opko dawno temu i miałam kilka w zapasie, teraz je porządnie zmodyfikowałam i publikuję od nowa, stąd je mam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku każdego z moich blogów zawsze dbałam o to, aby bohaterowie trzymali się kanonu, dlatego bez obaw - nie uświadczysz tu rozwiązłej Hermiony czy Draco jako naczelnego podrywacza Hogwartu. :D Co do Klubu Ślimaka, to owszem, Hermiona w nim była, jednakże trafiła do niego później.
      Bardzo dziękuję za miłe słowo i również pozdrawiam!

      Usuń
    2. A, no chyba, że tak. Czekam zatem na rozdział pierwszy. :)

      Usuń
  4. Witaj! Piszesz dramione, a co za tym idzie na pewno będę czytać.
    Zazwyczaj prolog nie wnosi niczego nowego do historii, a tu? Zainspirowałaś mnie do przeczytania kolejnego rozdziału i mam wrażenie, że wcale się nie zawiodę.
    Na razie komentarz zostawiam krótki, ale na pewno wrócę.
    Pozdrawiam, Arabella
    wojenne-dramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prologi mnie osobiście zawsze sprawiają ogromne problemy, dlatego cieszę się, że ten się spodobał. Oczywiście zapraszam nie tylko na pierwszy rozdział, ale również na kolejne!
      Pozdrawiam. :)

      Usuń
  5. Zaintrygowałaś mnie prologiem. :)
    Na pewno będę tu zaglądać na ciąg dalszy.
    Tekst krótki, treściwy i bardzo ciekawy.
    Nie mogę doczekać się następnego.
    Pozdrawiam i życzę wiele inspiracji.
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję i oczywiście zapraszam!

      Usuń
  6. Bardzo estetyczny szablon.
    Nie czytam specjalnie w fanfików z Dramione (bo w większości Draco jest taki milusi że aż niedobrze się robi), ale ostatnio szukam czegoś ciekawego, a ten wstęp wydaje się zwiastować właśnie coś takiego. Obserwuję i pozdrawiam :)
    PORZECZKOWY SORBET

    OdpowiedzUsuń
  7. Cieszę się, że wróciłaś :)
    Zapowiada się całkiem ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Piąty w kolekcji Draco, co dodatkowo go rozdrażniło i wcale nie było do końca pewne, co tak naprawdę wywoływało u niego tak silną chęć sprawienia komuś przykrości. - halo, związku przyczynowo-skutkowego nie zarejestrowano.
    "Zimowego Zielnika Czarownicy Agrypiny" - niepoprawny cudzysłów.
    (...) którego sama nazwa sprawiała, iż Gryfonka niespecjalnie żałowała, iż nie brała udziału w przyjęciu. - no lepiej nie przesadzać z "iż", bo brzmi pretensjonalnie w pytę. Polecałabym też odpuszczenie sobie opkowych określeń typu "Gryfonka", bo Gryfonek w Hogwarcie jest mnóstwo. Jeżeli narrator, postać i czytelnik doskonale znają imię jakiegoś bohatera, naprawdę nie trzeba kombinować jak koń pod górkę, żeby go nazwać - ot, po prostu imieniem/nazwiskiem/ksywką. Zresztą to nienaturalna maniera, bo jak kogoś znasz, to nie mówisz/myślisz o nim per "blondynka" czy "uczennica z klasy 3b".

    Prolog szczególnie mnie nie powalił. Zaleciało trochę imperatywem opkowym, kiedy Draco rzucał się, że Hermiona nie powiedziała mu, kim są jego rodzice. Nie spodziewam się, żeby w kanonie poleciała mu się spowiadać z drzewa genealogicznego sięgającego dziesięć wieków wstecz, a jakoś wiedział, że pochodziła z niemagicznej rodziny. Skoro już chciałaś wywołać jakieś emocje u czytelnika, mogłaś użyć jakiegoś innego powodu, by Hermiona mogła zadać Draconowi to pytanie (Kim dla ciebie jestem?), zamiast zadowalać się półproduktem. Aczkolwiek podobała mi się wzmianka o Skamanderze, miłe nawiązanie do aktualnych nastrojów panujących w fandomie HP.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem i ja :) Prolog bardzo interesujący i zachęcający do dalszego śledzenia historii ;) Oczywiście zostanę tu na dłużej
    Pierwszy rozdział przeczytam jutro :)
    Dodaję do obserwowanych i życzę morza weny!
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    OdpowiedzUsuń
  10. Prolog bardzo przypadł mi do gustu, chociaż początek niezbyt mi się podobał. Sama nie wiem dlaczego. Jedyne do czego mogę się przyczepić to słowo "jakieś". Staraj się go unikać. Gdzieś czytałam, że jest to znienawidzony przez pisarzy wyraz i w pełni się z tym zgadzam. Przestałam go używać i, o dziwo, niektóre zdania brzmią dużo lepiej.

    OdpowiedzUsuń